Autor: A.Mason | piątek, 13 Kwiecień 2007 - 18:13
Kategoria: Fantastyka

Znowu byłem w księgarni… właściwie to nawet w księgarniach i w taniej książce. Byłem też w kinie na „Labiryncie Fauna”, ale nie wiem, czy warto o tym wspominać?

Książki, które mam do przeczytania, zaczynają mnie powoli przerażać. Ułożyłem je w stosik, który możecie obejrzeć na zdjęciu obok. Zaczyna mnie to martwić, bo możliwe, że jeśli w najbliższym czasie trafią się jeszcze jakieś ciekawostki, z wspomnianego stosu będę musiał część egzemplarzy odłożyć do przeczytania, w czasie gdy będę miał go więcej – czyt. na emeryturze.

Książki do przeczytania

Lecąc po kolei, na stos trafiły (od góry):

  • „Wykłady z grawitacji” Richarda Faynmana;
  • „Podatek” Mileny Wójtowicz;
  • „Dobry omen” Pratchetta i Gainmana;
  • „Obcy w obcym kraju” Roberta Heinleina;
  • dwa tomy antologii „Tempus Fugit”;
  • „Ewangelia według Afraniusza” – Kiryła Yeskova (jak się pisze Jeskow?);
  • pierwszy tom „Arki Odkupienia” Alastaira Reynoldsa;
  • antologia „To co najlepsze w SF”;
  • „Prawdopodobieństwo = 1” Amira Aczela;
  • „Nĕco je jinak” i „Všechno je jinak” Ondřeja Neffa;
  • antologie „Železo přichází z hvézd”, „Návrat na planetu Zemi”, „Stalo se zítra” i „Lidé ze souhvĕzdí Lva”

Najbardziej ciekawią mnie dwie ostatnie pozycje na liście. To książki, które kupiłem będąc w Czechach. Neff próbuje skomentować stan czechosłowackiej fantastyki (na 81 rok) oraz zmapować literaturę fantastyczno-naukową od czasów jej powstania (wydanie z ’86). Antologie powstały w latach 1983-85, zdążyłem je przeglądnąć tylko pobieżnie, ale wyglądają na kawałek starej, dobrej fantastyki.

Dlaczego, jestem tak ciekawy tych czeskich tekstów? Ponieważ setnie rozbawił mnie szort Pavla Šrédla – „…lecz olbrzymi krok dla ludzkości” (A velký skok pro lidstvo). Pozwolę go sobie przetłumaczyć i zacytować w całości, bo ów szort pretenduje do miana dowcipu:

„…lecz olbrzymi krok dla ludzkości”

…łup…

– Aaauuuuć… fuj, cholerna robota, pierwszy krok na Plejadzie 6/b i musiałem akurat depnąć na grabie!!!

Osobny akapit muszę poświęcić czterem pozycjom. Swego czasu do recenzji z Fahrenheita dostałem „O poznaniu w twórczości Stanisława Lema” Macieja Płazy; z ostatniej podróży do Lublina wróciłem z „Rasą drapieżców” Stanisława Lema oraz „Co to są sepulki?” Wojciecha Orlińskiego; a wczoraj do kolekcji dokupiłem „Bogów Lema” autorstwa Marka Oramusa. Lektura tychże książek oraz dyskusji na forach internetowych skłoniła mnie do przemyśleń na temat autorytetów moralnych i literackich. Jeżeli mi się uda zdążyć, postaram się napisać na ten temat felieton do najbliższego Fahrenheita, jeśli nie – do któregoś z następnych.

 

Nabyłem też książki, które już czytałem, ale postanowiłem uzupełnić swoją biblioteczkę. W tej kategorii trafiły mi się: „Wieczna Wojna” Joe Haldemana (naprawdę wyśmienita książka); „Aksamitny Anschluss” Giena Dębskiego (kurcze, znamy się już tyle czasu, a ja żadnego autografu od niego nie mam… A nie, zaraz, mam – dał mi go na wizytówce przy pierwszym naszym spotkaniu, dotąd ją gdzieś mam zachowaną); „Harry Potter i kamień filozoficzny” (co by nie mówić, to już też jest klasyka).

Kupiłem także dwa egzemplarze „Rozmów z planetami” Anthonego Aveniego. Jeden już miałem, ale postanowiłem obdarować znajomych tą naprawdę ciekawą książką. Jedną z tych osób miał być Adaś Cebula, ale… dopiero poniewczasie zorientowałem się, od kogo o tej książce usłyszałem. Sami zobaczcie. Nie chce ktoś może tej książeczki?

Na samym końcu wypatrzyłem redagowaną przez Bellonę powieść o paraszutyźmie. „Git” – pomyślałem sobie – „Będę miał o czym pogadać z Magdą Kozak, toć spadochrony to jej żywioł”.

Jakież było moje zdumienie, kiedy odkryłem, że książka o zwodniczym tytule „Shute”, ze spadochronami nie ma nic wspólnego. Na szczęście należy ona do klasyki sci-fi, więc nie wyrzuciłem pieniędzy w błoto. Okazało się, że kupiłem powieść marynistyczną… W sumie niby temat pokrewny, a i spadochroniarzom zdarza się czasem wylądować w wodzie. No cóż, pomyłki się zdarzają, nawet mi, i dopiero sprawdziwszy słownik zorientowałem się, że spadochron, czyli w języku barbarzyńców „szut”, pisze się przez „ch” a nie „sh”. W sumie to nawet dobrze, bo nie mógłbym wytrzymać, żeby nie ponatrząsać się z autora, który przybrał pseudonim Ostatni Brzeg. A naśmiewać się z cudzego nazwiska jest przecież nieładnie*…

_________________

* dla tych, którzy zastanawiają się, co za „popapraniec” mógł sobie przybrać pseudonim Ostatni Brzeg wyjaśniam, że opisana przeze mnie historyjka zasadza się na zabawie w zamianie autora z tytułem, tzn. w rzeczywistości autor nazywa się Nevil Shute (właśc. Nevil Shute Norway), a tytuł książki przez niego napisanej, to „Ostatni brzeg” ;-)

 




 

Komentarze są własnością ich autorów.
Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.
W przypadku zauważenia jakiegoś uchybienia,
prosimy o kontakt z administratorami strony.
Możesz śledzić odpowiedzi do tego wpisu poprzez kanał RSS 2.0.
Możesz przeskoczyć na koniec strony i napisać odpowiedź.

7 komentarzy

piątek, 13 Kwiecień 2007 @ 19:15

Napisz o tym „Labiryncie…”

Napisany przez Lafcadio
piątek, 13 Kwiecień 2007 @ 20:59

Bogowie, ty tak poważnie? Naprawdę dopiero teraz się dowiedziałeś, o czym jest „Ostatni brzeg”? :O
A „Obcego w obcym kraju” nie polecam. Od razu zastrzegam, że nie czytałam sama, tylko słyszałam opinie. Ale czytałam co innego Heinleina i naprawdę nie jest to dobra literatura, dlatego uwierzyłam na słowo.

Napisany przez Nita_Callahan
piątek, 13 Kwiecień 2007 @ 21:13

Bez przesady :-) Książka leżała na wystawie tak, że zobaczyłem tylko SHUTE i w pierwszej chwili rzeczywiście pomyślałem, że będzie o spadochronach :-)

A „Obcego…” wymienia się jako klasykę s-f, przeczytam i sprawdzę, czy zasłużenie ;-)

O „Labiryncie Fauna” w najbliższym czasie coś naskrobię.

Napisany przez A.Mason
sobota, 14 Kwiecień 2007 @ 10:11

Mały ten stosik w porównaniu z moim:) Niestety, nie mam aparatu:(

Napisany przez Cintryjka
sobota, 14 Kwiecień 2007 @ 12:51

Stosy kiedyś były od tego, żeby płonąć, a teraz doszło do tego, że są po to, żeby je czytać :-D

Podejrzewam, że ja odrobinę wolniej czytam niż Ty, Cyntryjko. Poza tym jest jeszcze trochę książek, których nie kupiłem, a chciałbym przeczytać :-(

Napisany przez A.Mason
piątek, 20 Kwiecień 2007 @ 23:13

Dobrego Omena wyciągnij na sama górę ;) Trzy razy czytałem tą książkę i trzy razy zataczałem się ze śmiechu ;)

Napisany przez X-76
środa, 25 Kwiecień 2007 @ 04:03

X-ie, najpierw obowiązek, potem przyjemność. Dlatego „Obcy w obcym kraju” dopiero na czwartym miejscu jest ;-)

Napisany przez A.Mason
Odpowiedz