Bywają dni, kiedy człowiekowi jeży się włos na głowie na wspomnienie dawnych czasów. Bywa, że pojawia się deja vu, wieszczące coś złego. We wrześniu 2007 roku wszystko wróciło – strach i oczekiwanie… Na kolejną powódź stulecia.
Tym razem jak rasowy reporter – wsiadłem na rower i ruszyłem nad tamę nyską i w okoliczne wioski. Nie było wesoło, ale coś ciągnęło mnie żeby to wszystko sfotografować. Dziś, kiedy wspominam i analizuję to, co wtedy się działo, jestem pewien, że zrobiłbym więcej i ciekawsze zdjęcia. No cóż, odporność na stres to podstawowa cecha reportera, jakiej mnie wtedy zabrakło.




