Autor: A.Mason | poniedziałek, 23 Styczeń 2012 - 21:37
Kategoria: Publicystyka

Stanisław Lem w eseju "Sztuczny rozum" wszedł był w temat szachów, komputerów i ich sztucznej inteligencji w jednym:

Deep Blue sprawić mógł wrażenie na ludzkim przeciwniku, że "błyska w nim", tj. w maszynie, iskra inteligencji, ponieważ "widział dalej" aniżeli ów przeciwnik, to jest, był zdolny do przewidzenia tego, jakie pole dendrytowe w możliwych ramach reguł szachowych tai przyszłość. To istotne – ten zwrot ku przyszłym możliwościom – jest jedną ze składowych inteligencji, ale także może być tylko objawem czysto bezrozumowego instynktu […] Jasne, że tego rodzaju celowość Deep Blue (wbudowaną przez programistów) mieć musiał, boż inaczej nie grałby po to i tak, by dać Kasparowowi mata.

Zastanawia mnie ciekawostka – Kasparow według Lema mógł zobaczyć przebłysk inteligencji u Deep Blue. Czy wynikałoby zatem, że gdyby przed owym komputerem postawić jakiegoś, bez obrazy, głąba kapuścianego, to ta sama maszyna nagle okazałaby się bardziej inteligentną, a może w ogóle okazałaby się inteligentną sztucznością?

Z drugiej strony najprostszym mechanizmem oceny inteligencji byłoby sprawdzenie, czy maszyna jest w stanie się znudzić czymś (oczywiście bez implementacji takiej opcji przez programistów). W przypadku Deep Blue, komputer powinien by odmówić wtedy gry.

Przy okazji można by bardzo łatwo wtedy sprawdzić płeć owej maszyny; jeśliby ta na pytanie, dlaczego nie chce dalej grać, odpowiedziała "bo tak", sprawa byłaby jasna, mielibyśmy do czynienia inteligencją sztuczną o płci niemęskiej.

 

Autor: A.Mason | poniedziałek, 09 Styczeń 2012 - 0:23
Kategoria: Publicystyka

Dziś odświeżyłem sobie eseje Ondřej’a Neffa będące komentarzami do czeskiej literatury fantastycznej (1981 rok). Najczęściej wśród fantastów spotyka się z próby udowodnienia, że fantastyka nie jest gorsza od głównego nurtu, w przypadku Neffa mamy do czynienia z nieco innym spojrzeniem. Wskazuje on, że w fantastyce naukowej jako wartościowe powinniśmy postrzegać także dzieła kiepskie, ale z dobrym pomysłem.

Dlaczego tak mnie poruszył ten właśnie fragment? Bo w ciągu ostatnich lat przyswoiłem sobie tak totalny misz-masz fantastyczny (od s-f po fantasy i horror), że niemal zapomniałem co to znaczy naukowe podejście do tematu. A przecież regularnie poszukując krótszych tekstów do poczytania w wannie, powracam do esejów Asimova w "Magii i złocie", Jęczmyka w "Trzech końcach historii…" czy Zimniaka w "Jak nie zginie ludzkość"…

 

Ondřej Neff "Něco je jinak"

Albatros, Praha 1981

Tłumaczenie fragmentu powyższej książki, oczywiście, moje:

Komentator science fiction jest bowiem w sytuacji kartografa, który musi wytworzyć własną skalę odległości i odwzorowanie geograficzne. Literatura głównego nurtu posiada dokładny teoretyczny aparat. W literaturze fantastyczno-naukowej dotąd nam tej teorii brakuje. Ale i we świecie nie jest dużo lepiej. Nie istnieją obiektywnie ustanowione normy, nikt nie wypracował "wiodącej teorii", która chociaż nadawałaby ton w świecie s-f. Teoretyków jest oczywiście dużo, ale marnują swój czas na wzajemnych wojenkach.

Może owszem stać się – i rzeczywiście się to często staje – że przeciętny albo mierny autor wpadnie na wyśmienity pomysł, niczym ślepa kura, której trafi się ziarno, wpadnie na genialne "coś innego", ale nie będzie potrafił tego dobrze zrealizować. Z punktu widzenia głównego nurtu, jego dzieło jest kiepskie, ale z punktu widzenia teorii s-f, musimy oceniać je inaczej, sprawiedliwiej, w nawiązaniu do całego gatunku. […] I dlatego zdradliwym jest oceniać s-f miarą literatury głównego nurtu. Takim podejściem bowiem omijamy ważne pierwiastki, które mogły, albo mogą w przyszłości pojawić się w dziełach innych autorów, udowodniąc wtedy swoją wartość.

S-f jest bowiem do pewnego poziomu kolektywnym dziełem wszystkich autorów gatunku. Nowo odkryte motywy, dzięki którym "obserwacje naukowe" są wytwarzane, stają się społecznym majątkiem, podobnie jak to jest z wszędzie wykorzystywaną "maszyną czasu", wegetatywnym rozmnażaniem ludzi – klonowaniem, telepatią, przestrzenią zerową czyli "międzywymiarem" i tym podobnymi. Liczba współzależności jest ciągle powiększana przez to, że autorami, a i czytelnikami s-f, są ludzie specyficznego typu, których łączy miłość do sztuki i potrzeba intelektualnej spekulacji.