Autor: A.Mason | niedziela, 30 Maj 2010 - 9:21
Kategoria: Moje zdjęcia

Bywają zdjęcia, które nazywa się pocztówkowymi, zwykły, aczkolwiek ładny, pstryk pokazujący miasto. Jak w komentarzu filmu polskiego w „Rejsie” – nic się nie dzieje. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że takie zdjęcia nabierają wartości dopiero po latach – wystarczy spojrzeć jak bardzo cenimy i lubimy stare pocztówki. Oczywiście, widokówki przedwojenne to często małe arcydzieła fotografii, ale jeśli przyjrzeć się tym z czasów komuny, to często wywołują one znacznie większe emocje – szczególnie, kiedy są to zdjęcia miejsc z naszego dzieciństwa.

Robiąc dwa poniższe zdjęcia nie zdawałem sobie sprawy, że nabiorą one znaczenia znacznie wcześniej niż myślałem, i że to właśnie ja nadam tym zdjęciom znaczenia. Najpierw przyjrzyjcie się, starając nie porównywać ich ze sobą:

 

DSCF1720b.jpg

DSCF3004a.jpg

 

Niby nic ciekawego, ot – rynek brzeski, jedno zdjęcie zrobione za dnia, drugie – nocą. Ładne, ale bez rewelacji. Podejrzewam, że czujni czytelnicy wychwycili już, o co mi chodzi, a może jednak nie?

Fotografia może być celem sama w sobie, taką sztuką dla sztuki. Dobre obrazy wywołują emocje, a najlepsze dodatkowo jeszcze „mówią” coś. Przeglądając niedawno jakąś gazetę, a następnie czytając pewien post na forum, uświadomiłem sobie, że jest coś, o czym jeszcze nie pisałem, co każdy filozof fotograficzny wie, a czego nie zawsze przeciętny odbiorca zdjęć jest świadomy. Zdjęcia mogą być narzędziem, czasem bardzo skutecznym. Same w sobie mogą niekoniecznie wiele mówić, ale w uzupełnieniu o treść, jeśli dotrze ona do odpowiednich osób, mogą być motorem zmian. Na lepsze, czy na gorsze, to już ocenić należy samemu.

Dlaczego zestawiłem ze sobą akurat te dwa zdjęcia? Ponieważ pomimo różnej pory dnia, kadr jest bardzo podobny, pokazuje to samo miejsce. Pomimo że oba te zdjęcia zrobione w niewielkim odstępie czasu, można już zauważyć na nich, że coś się na rynku brzeskim zmieniało. W tym przypadku nie chodzi o pokazanie upływu czasu, kiedy działalność ludzka zmienia obraz miejsc, ale o pokazanie, że można było zrobić na rynku coś ciekawego, atrakcyjnego, coś, co widzieliby i oglądaliby przechodnie. Przechodnie, którzy nigdy nie zaglądną do odległej o kilkadziesiąt kroków galerii ratuszowej.

W wielu miastach włodarze doszli już do wniosku, że obecnie sztuka powinna wychodzić do ludzi, że pewne treści, bardzo ważne i wartościowe giną, jeśli nie docierają do odbiorcy. A powiedzmy sobie szczerze, przeciętny obywatel nie ma w zwyczaju chadzać do galerii, teatru czy muzeum. Czy taka uliczna galeria nie jest idealnym rozwiązaniem dla sztuki? Wystarczy spojrzeć choćby na wrocławski rynek i poczekać chwilę, żeby zaobserwować całą masę ludzi, którzy przechadzając obok takich witryn, przystają na chwilę i oglądają.

W Brzegu udało się już nie raz zorganizować plenerowe wystawy, po krótkim czasie jednak znikały one i dziś przechodząc przez rynek nikt już o nich nie pamięta. Dlaczego nie zainwestować raz pieniędzy i nie wybudować na rynku takiej trwałej galerii? Przecież co i rusz mamy ciekawe wystawy w galerii sztuki, czy to nie byłoby świetnym pomysłem na zwiększenie powierzchni wystawowej, a jednocześnie rodzajem dobrej reklamy zachęcaj do wstąpienia do galerii?

 

Autor: A.Mason | środa, 11 Marzec 2009 - 11:38
Kategoria: Moje zdjęcia

Właśnie sobie zdałem sprawę, że po głowie chodziło mi kilka projektów, których jak dotąd nie zrealizowałem. Czemu? W zasadzie nie mam pojęcia, chyba zabrakło mi cierpliwości, żeby konsekwentnie polować na zdjęcia do projektów.

Jednym z moich niewydarzonych pomysłów był cykl „Ludzie pracy”, i tutaj zabrakło konsekwencji – bo każde z tych zdjęć jest inne…

 

DSCF0668b.JPG

 

DSCF1715d.jpg

 

DSCF2406a.JPG

Jachu w FujiKlubie zapytal mnie o powyższe zdjęcie:

"a tak wogóle to co to jest? – poprosze o szczegóły zrobienia zdjecia :)"

 

A wiec to bylo tak… Bylo cieple majowe popoludnie, zglodnialem, wiec wzialem swojego S5600 i ruszylem w podroz do Kaufenladu odleglego o jakies 15-20 minut drogi.

Zawsze biore ze soba aparat, bo nigdy nie wiem, czy nie zechce mi sie zboczyc z drogi. A i nigdy nie wiadomo, czy nie bede swiadkiem ladowania UFO. Wyobrazcie to sobie – byc swiadkiem ladowania UFO i nie moc zrobic zdjecia! To by dopiero byla tragedia! Na moje nieszczescie nie spotkalem zadnego kosmity. Niektorzy pewnie by stwierdzili, ze na moje szczescie, ale oni ogladaja ArchiwumX i inne Dni Niepodleglosci, wiec maja skrzywiony poglad. Kosmici sa cool, a najprawdziwsza prawda o nich jest w ksiazkach Lema czy opowiadaniach Zajdla. A, wlasnie, bo chyba Wam nie wspominalem, ze ja bardzo lubie fantastyke.

A wiec ide ja sobie do Superhipermarketu. Ide… i ide… i dalej ide (no co!? przeciez mowie, ze idzie sie tam te pietnascie minut!)… no i ide… Czasem sie zatrzymywalem, na przyklad na przejsciach dla pieszych, albo zeby sie rozgladnac, czy nie ma nic ciekawego do sfotografowania… A jak juz sie zatrzymywalem, to potem ruszalem dalej (taki mam charakter, ze jak sie zatrzymam, to dlugo w jednym miejscu nie wytrzymam)… Wiec jak juz ruszylem dalej, to szedlem… i szedlem… Minelo juz 15 minut? Bo nie wiem, czy pisac co bylo dalej, a zapomnialem spojrzec na zegarek… Ale chyba jeszcze nie, na razie pewnie doszedlem do tego duzego skrzyzowania, co to zlapalem na nim swoj pierwszy i jedyny dotad w zyciu mandat. Od tego czasu nie przechodze przez nie tak jak wszyscy, tylko skrecam na pasy. A wiec ide sobie dalej, az w koncu doszedlem do Kauflandu.

Mysle, ze nie bedzie Was interesowac, co tam kupilem, ale z kronikarskiego obowiazku wspomne, ze kupilem czteropaka piw, chleb i kostke sera. Oczywiscie za wszystko zaplacilem (to wazne, bo nie chcialbym, zebyscie uznali mnie za zlodzieja).

A jak wyszedlem z Kauflandu, to znow zaczalem isc… i… zrobilem kilkanascie krokow… hmmm… nie, to bylo chyba raczej kilkadziesiat. Sprawdze jeszcze, jak bede nastepnym razem w sklepie, chociaz to moze byc trudne, bo dorobilem sie juz roweru i wszedzie jezdze rowerem. Ale nic, poswiece sie dla Was. A wiec zrobilem te kilkanascie krokow i oczom moim ukazal sie widok, jaki widzicie na zdjeciu. No to otworzylem torbe i wyciagnalem aparat, ktory wlaczylem, a nastepnie unioslem tak, aby moc patrzec przez wizjer. Nastepnie troche ustawialem ogniskowa i zrobilem pstryk. A kiedy juz zrobilem pstryk, podszedlem do miejsca, ktore przed chwila sfotografowalem i krzyknalem:

– Paaanie! Zrobilem panu zdjecie! Mooooge? A w ogole to co pan tam takiego robisz!?

Czlowiek spojrzal na mnie z gory (niestety, choc mam swoje 180cm, to jednak on byl wyzej) i krzyknal:…

…A wlasnie! Przerwe na chwile, bo przypomnialem sobie, ze zapomnialem Wam powiedziec, ze w Kauflandzie kupilem jeszcze puszke z ananasami. To wazne, bo gdybym o tym nie wspomnial, moglibyscie powiedziec, ze ta historia jest nieprawdziwa.

No wiec ten gosc spojrzal na mnie z gory i krzyknal:

– Co robie!? Rakiete buduje! Hehehe!

No i stad wiem, ze to byla rakieta, a nie co innego, na przyklad naprawiany dach.

 

 

podmostni.jpg

 

DSCF0721niep.jpg

 

_IGP9258.jpg

 

_IGP3214.jpg

Autor: A.Mason | czwartek, 05 Marzec 2009 - 11:16
Kategoria: Moje zdjęcia

Po przeciwnej stronie do opisywanych przeze mnie wcześniej zdjęć, które wymagają dopowiedzenia, stoją fotografie, które nie potrzebują komentarza. Jednym z takich jest zaprezentowane przeze mnie poniżej.

Jednak czy zrozumie jego wymowę aborygen, który nigdy nie widział szosy?

 

A oni zaczekali:

niecierpliwy_przechodzien2.jpg

 

 

Autor: A.Mason | piątek, 27 Luty 2009 - 9:29
Kategoria: Moje zdjęcia

Bywają dni, kiedy człowiekowi jeży się włos na głowie na wspomnienie dawnych czasów. Bywa, że pojawia się deja vu, wieszczące coś złego. We wrześniu 2007 roku wszystko wróciło – strach i oczekiwanie… Na kolejną powódź stulecia.

Tym razem jak rasowy reporter – wsiadłem na rower i ruszyłem nad tamę nyską i w okoliczne wioski. Nie było wesoło, ale coś ciągnęło mnie żeby to wszystko sfotografować. Dziś, kiedy wspominam i analizuję to, co wtedy się działo, jestem pewien, że zrobiłbym więcej i ciekawsze zdjęcia. No cóż, odporność na stres to podstawowa cecha reportera, jakiej mnie wtedy zabrakło.

 

DSCF3734.jpg

 

DSCF3756.jpg

 

DSCF3762.jpg

 

DSCF3769.jpg

 

DSCF3775.jpg

 

 

Autor: A.Mason | środa, 25 Luty 2009 - 11:43
Kategoria: Moje zdjęcia

Są imprezy, które wspomina się przez całe życie. Dla mnie jedną z nich są Dni Twierdzy Nysa 2007. Wspaniała pogoda i ludzie. Całość, pomimo kilku niedoróbek w trakcie trwania bitwy, bardzo udana.

Niestety, rok później to, co zrobiono (w porównaniu do roku 2007) powodowało, że człowiekowi chciało się wyć. Mnóstwo niedoróbek i po prostu nuda. Być może jeśli ktoś widział tego typu widowisko pierwszy raz, mogło mu się podobać…

Paradoksalnie, zdjęcia z roku 2008 wyszły mi technicznie znacznie lepiej.

 

2007r.:

 

DSCF2298.JPG

 

DSCF2325.JPG

 

DSCF2332.JPG

 

DSCF2357.JPG

 

DSCF2611.JPG

 

 

2008r.:

 

_IGP4159.jpg

 

_IGP4307.jpg

 

_IGP4369.jpg

 

_IGP4385.jpg

 

_IGP4418.jpg

 

_IGP4442.jpg

 

_IGP4493.jpg

 

_IGP4533.jpg

 

Autor: A.Mason | niedziela, 15 Luty 2009 - 1:54
Kategoria: Moje zdjęcia

Jednym z dosyć często powtarzanych poglądów jakie słyszę jest, że „fotografia musi bronić się sama”. Poniekąd jest to prawda, ale z drugiej strony?… Mam wrażenie, że osoby, które nazbyt często powtarzają wyżej wspomniane twierdzenie zapominają, że fotografia nie musi być sztuką dla sztuki. Czasem fotografia ma jakiś cel, wychodzi wtedy poza ramy obrazku i staje się elementem opowiedzianej historii. Czasem wystarczy do tego tytuł, czasem potrzeba więcej słów. Czy to znaczy, że te ostatnie fotografie są gorsze?

Paradoksalnie odpowiedź na powyższe pytanie brzmi – tak, będą gorsze… Jeśli będziemy rozpatrywać zdjęcia w kategoriach czysto fotograficznych i technicznych. Zdjęcie, które samo w sobie opowiada historię, z pewnością będzie lepsze od takiego, którego pokazanie trzeba jeszcze uzupełnić o historię. Jednak nie oznacza to wcale, że to ostatnie będzie zdjęciem złym. O jego wartości zadecyduje także opowiedziana historia.

Przykładem takiego zdjęcia będzie poniższe:

 

Czarownica

 

Ot banalne zdjęcie pstryknięte przy piwie. Nie dość, że odrobinę nieostre, to pomimo nawet przyzwoitego kadru znalazły się w nim „przeszkadzajki” w postaci kufla piwa i ręki na pierwszym planie oraz bardzo wyraźnego tła. Nawet tytuł niewiele jest w stanie wyjaśnić – „Czarownica z podręcznikiem”. Taki sobie pstryk, który nadawałby się chyba tylko do prywatnego albumu.

A jednak wrzucam tą fotografię na swojego fotobloga. Dlaczego? Dlatego, że to historia dziewczyny, która wyjeżdża na dłuższy czas do Anglii, a książkę „Czytam i poznaję” dostała na pamiątkę… na wypadek, gdyby zapomniała języka ojczystego…

Ot, banalne zdjęcie… z równie banalną historią?

 

 

Autor: A.Mason | czwartek, 12 Luty 2009 - 3:37
Kategoria: Moje zdjęcia

Do tego zdjęcia podchodziłem kilkukrotnie. Na początku chciałem sfotografować sam pomnik, ale zobaczywszy obraz w tle poczułem, że mam możliwość zrobienia dobrej fotografii. Po prostu przy odpowiednim ustawieniu kadru nie ma możliwości, żeby zdjęcie czegoś nie mówiło. Nie pamiętam, które w kolejności było to właśnie, ale drugi kadr (z krzyżem jako tło), choć ładny i ciekawy, nie ma już takiej siły wymowy, co możecie ocenić sami.

 

dscf2327.jpg

 

dscf2347.jpg

 

 

Autor: A.Mason | poniedziałek, 09 Luty 2009 - 1:33
Kategoria: Moje zdjęcia

Jest w nas coś takiego, co powoduje, że tęsknimy do starych dobrych czasów. Może to kwestia „wytartych” złych wspomnień? A może w charakterze ludzkim jest coś, co powoduje, że pragniemy tego, czego nie mamy? Ja sam uwielbiam przedwojenne i powojenne klimaty warszawskie, które opisuje Stefan Wiechecki. Nie dlatego, żebym kiedykolwiek w Warszawie był i żył, ale przede wszystkim dlatego, że odnajduję u Wiecha pierwiastki tego, co sam przeżyłem i widziałem.

Humor i pewien optymizm, którego czasem człowiekowi brakuje. Oczywiście, Wiech nie jest jedynym autorem, który tak na mnie działa, ale jedynie on przychodzi mi do głowy, kiedy pomyślę o zdjęciu, które prezentuję poniżej. Stare miasto – Brieg. Przedwojenne? Oczywiście, że nie, zobaczycie jeśli się przyjrzycie, ale to nieważne. Naoglądałem się przedwojennych widokówek i zatęskniłem za takim miastem. To nic, że niemieckie, ważne, że stare – wspomnienia.

Zdjęcie poniżej było czystą zabawą, ale niedawno odkryłem, że zaczynam tęsknić do miast takich, jakimi je sam widziałem jako dzieciak – socjaldemokratyczne blokowiska. Brzydkie i nudne. Jeśli na zdjęciu zobaczę trabanta albo warszawę, łezka mi się w oku zaczyna kręcić. Dotąd przechadzając się po Nysie odnajduję „stare śmieci”, czyli ślady z nie tak dawnej przecież przeszłości.

Aparat kupiłem po to, żeby móc fotografować ludzi – rodzinę, znajomych, przyjaciół. Miejsca i widoki z wycieczek. A potem zacząłem focić. Po początkowej fascynacji nową dziedziną sztuki odkryłem, że aparat ciągle jest dla mnie przede wszystkim narzędziem do dokumentowania, a dopiero potem do kreowania „dzieł sztuki”. Stąd w moim fotoblogu przewaga zdjęć, które z artyzmem niewiele mają wspólnego. Ale muszą być, bo są cząstką mojej pamięci.

Wiele z tych zdjęć nie doczeka się większego uznania, ale mam nadzieję, że czasem komuś przywołają wspomnienia. Poniższa fotografia jest dowodem, że miasto jest takim, jakim je widzimy. Wystarczy, żeby z kolorowego nowego zdjęcia usunąć kolor i dodać trochę szumu, żeby z współczesnego miasta zrobić jego przedwojenny obraz.

Kwestia innego spojrzenia? A może miasto jest takie jak było?

Jaki jest prawdziwy jego wizerunek?

 

brieg.jpg

 

 

Autor: A.Mason | czwartek, 05 Luty 2009 - 10:32
Kategoria: Moje zdjęcia

Było to gdzieś w okolicy Dni Fantastyki, przechodząc przez rynek nietrudno się było zorientować, że Wrocławianom urządzono jakiś koncert. Może uwagę moją zwrócił tłum ludzi, może wielka scena, a może muzyka? Nawet kompaktem można robić przyzwoite zdjęcia. To poniżej, zdjęcie koncertu De Phazz, w zasadzie nie budzi, ani nie pokazuje żadnych emocji, ale przecież aparat miałem od niedawna, poza tym ochroniarze mnie przegonili precz :-( Ale widać jaki potencjał drzemie w moim starym aparacie – FujiFilm S9600.

Ech te sentymenta…

 

DSCF0955.JPG

Autor: A.Mason | środa, 04 Luty 2009 - 16:08
Kategoria: Moje zdjęcia

I kolejne zdjęcie. W zasadzie nie mam pojęcia co mnie tknęło, żeby je zrobić? Śpiesząc się na pociąg przechodziłem przez przejście dla pieszych, zatrzymałem się w połowie i pstryknąłem. Może zadziałał na mnie duch nocnego Wrocławia?

 

Nocny tramwaj