Autor: A.Mason | wtorek, 01 Grudzień 2009 - 21:13
Kategoria: Fotografia

Dziś rzecz może niezbyt blogowi przystojąca – wpis, który będzie uaktualniany co jakiś czas, w miarę przybywania przeczytanych lektur. Póki co, poniżej znajdziecie zbiór „recenzowanych” przeze mnie na różnych forach książek o fotografii. Piszę „recenzowanych”, ale traktować trzeba to raczej jako sygnały, że istnieją takie książki.

Na swoim ulubionym forum fotograficznym postanowiłem przestać się udzielać, aktualny wykaz znajdziecie tylko tutaj ;-)

Dla wyjaśnienia: recenzuję tylko książki, które mam fizycznie w posiadaniu (nie lubie ebookow, choc je zbieram). Wyjatkiem sa dwie ksiazki – Hedgecoe i Płażewski, które miałem pożyczone, oraz Wójcik – ktorego ktoś mi bezczelnie podpier…..!

 

polecam

Tym znakiem będę sygnował pozycje szczególnie warte polecenia, książki-ideały. Wybór jest mocno subiektywny, uwzględnić trzeba, że recenzuję w nieco zbyt rozwlekłym okresie, więc jedne książki pamiętam lepiej, inne gorzej… Zwykle – gorzej… Na początek wybrałem dwie, nad kolejnymi muszę się jeszcze zastanowić i odświeżyć je sobie.

 

 

okladka

(ostatnia aktualizacja: 26 lipca 2010r.)

(uzupełniłem wykaz zaległych pozycji)

 

 

Wykaz recenzowanych książek w kolejności dodawania:

 

PODRĘCZNIKI I PORADNIKI FOTOGRAFICZNE:

  1. „Nowy podręcznik fotografii” – John Hedgecoe.
  2. „W kadrze. Rozważania na temat wyobraźni fotografa” – David duChemin
  3. „ABC fotografii cyfrowej” – Tomasz Wójcik
  4. „Fotografia. Nowy, wyczerpujący poradnik fotografowania. Od podstaw kompozycji do najnowszych technik cyfrowych” – John Freeman
  5. „Fotografia cyfrowa” – Ben Long (wydanie II)
  6. „Fotografia cyfrowa i obróbka zdjęć” – Anna Owczarz-Dadan
  7. „Fotografia portretowa. 100 rad i pomysłów” – Daniel Lezano i Bjorn Thomassen
  8. „Pracując ze światłem. Warsztaty fotografii krajobrazowej” – Joe Cornish, Charlie Waite, David Ward
  9. „Uchwycić moment. Sekrety zdjęć jednego z najlepszych światowych fotografów” – Joe McNally
  10. „Kreatywna fotografia bez tajemnic” – Bryan Peterson (brak opisu)
  11. „Okiem fotografa” – Michael Freeman (brak opisu)
  12. „Książka o fotografowaniu” – Andrzej Mroczek (brak opisu)
  13. „Podręcznik fotografii cyfrowej” – Tom Ang (brak opisu)
  14. „Perfekcja w fotografii. Od inspiracji do obrazu.” – George Barr (brak opisu)
  15. „Fotografia cyfrowa. Pierwsza pomoc” – Aleksandra Tomaszewska (niepełny opis)
  16. „Fotografia portretowa bez tajemnic” – Bryan Peterson (brak opisu)
  17. „Książka o fotografowaniu dzieci” – Andrzej A. Mroczek (brak opisu)
  18. „Nauczcie się fotografować kreatywnie. Moda, piękno, portret, portfolio/book, reklama, w studiu i w plenerze.” – Eliot Siegel (brak opisu)
  19. „Fotografia cyfrowa w praktyce. Komputer Świat Ekspert. Biblioteczka.” – (brak opisu)
  20. „Czarno-biała fotografia cyfrowa” – Michael Freeman (brak opisu)
  21. „Poezja obrazu. Nowe spojrzenie na kreatywną fotografię” – Chris Orwig (brak opisu)

 

KSIĄŻKI O FOTOGRAFII I OKOŁOFOTOGRAFICZNE:

  1. „Prawda i rzeczywistość w fotografii” – Pedro Meyer
  2. „Dzieje polskiej fotografii” – Ignacy Płażewski
  3. „W obiektywie. Mistrzowie fotografii polskiej. Rozmowy Hanny Marii Gizy”
  4. „Estetyka fotografii. Strata i zysk” – Francois Soulages
  5. „Wielka Księga Fotografii. Historia, technika, sztuka, przyszłość” – Anne H. Hoy
  6. „Mała historia fotografii” – Boris von Brauchitsch
  7. „Jak czytać fotografię. Lekcje mistrzów fotografii” – Ian Jeffrey
  8. „Jak czytać sztukę” – Atienza Bolanos Maria
  9. „Moja historia fotografii prasowej” – John G. Morris (brak opisu)
  10. „Czy to jest sztuka?” – Cynthia Freeland (brak opisu)
  11. „Słynne zdjęcia i ich historie cz. 1 i 2” – Hans-Michael Koetzle (brak opisu)
  12. „O fotografii” – Susan Sontag (brak opisu)
  13. „Dno oka. Eseje o fotografii” – Wojciech Nowicki (brak opisu)

 

ALBUMY FOTOGRAFICZNE:

  1. „Getty images. Dekady XX wieku”
  2. „PhotoArt’06. The Best Authors”
  3. „PhotoArt. The Best Photographers”
  4. „PhotoArt. The Best Photographers IV”
  5. „Reuters. Our World Now”
  6. „Paris. Eugene Atget”
  7. „Paris mon amour”
  8. „Polska międzywojenna”
  9. „Piękno sportu” – Paweł Mystkowski (brak opisu)
  10. „Stara baśń. Kiedy słońce było bogiem. Portret filmu.” – Zenon Zyburtowicz (brak opisu)
  11. „Niebo” – Robert Gendler (brak opisu)
  12. „Gazeta Wyborcza. Fotografie tom XI” (brak opisu)
  13. „II Wojna Światowa w fotografiach” – David Boyle (brak opisu)
  14. „Zbrodnia & kara & duma & uprzedzenie” – Adam Krzemiński, Gunter Hofmann, Łukasz Trzciński, Dirk Reinartz (brak opisu)
  15. „Tenkrát na Východě / In the East” – Vladimír Birgus, Tomáš Pospěch (brak opisu)
  16. „Grand Press Photo 2007 ” (brak opisu)
  17. „Fotografia XX wieku. Museum Ludwig w Kolonii” (brak opisu)
  18. „Native Americans” – Edward S. Curtis (brak opisu)
  19. „Finland” – Suomen Kuva (brak opisu)
  20. „Jižní Čechy. Objektivem trí generací” – Pavel Scheufler (brak opisu)
  21. „Alfred Stieglitz. Camera Work. The Complete Photographs.” – (brak opisu)
  22. „Brzeg. Miasto z kotwicami w herbie.” – Andrzej Peszko, Christian Parma (brak opisu)
  23. „Ze świata” – Ryszard Kapuściński (brak opisu)

 

czytaj dalej »

Autor: A.Mason | środa, 05 Sierpień 2009 - 0:38
Kategoria: Zwykłe wpisy

Bywają sytuacje głupie, a bywają jeszcze głupsze.

No i bywają sytuacje najgłupsze.

Te ostatnie przydarzają mi się zdecydowanie za często, ale sprawa wbrew humorystycznemu przedstawieniu jej przeze mnie jest poważna.

Otóż kupiłem sobie radio, coby móc wysłuchać „Trójki”. Wiecie, podobno groziła jej likwidacja, zbierano podpisy pod petycje itd. Podpisałbym, ale radia nie słuchałem od kilku lat. No to sobie kupiłem, żeby dowiedzieć się – podpisać się, czy nie.

No i tak przez ostatnie dni podsłuchiwałem sobie na przemian Radio Numer Trzy i Radio Ojca Rydzyka. Ale dziś, jako że odbiór nie był zbyt dobry, za pięć minut północ zacząłem kręcić pokrętłem (kręcenie gałką niektórym źle się kojarzy) i wykręciłem tym razem program, na którym jakaś kobieta czytała książkę. Dykcję miała odpowiednią, fabuła wydała się ciekawa, to się zasłuchałem. Oczywiście nie muszę wspominać, że tuż przed północą jest już noc, a w nocy ludzie powinni spać. Ja nie spałem, ale się już przyszykowałem.

No i wybiła północ, o której okazało się, że słucham Polskiego Radia Numer Jeden.

Północ wybiła, ale to nie duchy spowodowały, że ogarnęło mnie przerażenie. W radyjku usłyszałem bowiem… hymn państwowy! Oczywiście nie od razu się przeraziłem, bo w pierwszej chwili zacząłem sobie próbować przypomnieć jaka dziś data i jakie święto lub jakie wspomnienie ważnego wydarzenia spowodowało, że w radiu puścili hymn. Przeraziłem się dopiero w momencie, kiedy zdałem sobie sprawę z pewnej rzeczy…

Ci z Was, którzy nie zdążyli się jeszcze zorientować w mojej sytuacji, niech wspomną sobie:

 

Art. 14. Ustawy o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych:

 

1. Podczas wykonywania lub odtwarzania hymnu państwowego obowiązuje zachowanie powagi i spokoju. Osoby obecne podczas publicznego wykonywania lub odtwarzania hymnu stoją w postawie wyrażającej szacunek, a ponadto mężczyźni w ubraniach cywilnych – zdejmują nakrycia głowy [...]

 

Teraz chyba już rozumiecie moje przerażenie. Przez całe życie uczono mnie, że w momencie grania hymnu powinienem zachowywać się jak ustawa nakazuje, tyle że…

No właśnie! Trochę trudno, kiedy publicznie odtwarzają hymn (w końcu to radio publiczne jest), stać tak w samych majtkach i wyrażać swoją postawą szacunek…

Pewnych najgłupszych sytuacji nawet ustawa nie przewiduje.

 

Autor: A.Mason | poniedziałek, 13 Kwiecień 2009 - 23:02

W zasadzie, to dobrze, jeśli nic się nie dzieje. Bo jeśli dzieje się źle, to jest niedobrze, a jeśli się dzieje dobrze, to ludzie chcą mieć lepiej, a to też niedobrze. W takim razie najlepiej, kiedy nic się nie dzieje. I na tym kończę.

 

Więc kiedy ktoś mnie pyta "Cóż tam, panie, w fantastyce?", zwykle odpowiadam "Spieprzaj".

Tylko nie dodaję "dziadu!"

…bo nie chcę wyjść na buraka*.

 

_____________

* swoją drogą zamiast "buraka" miało być inne słowo, ale gdybym napisał co myślę prokuratura pewnie by się mogła przyczepić o obrazę prezydenta.

 

Autor: A.Mason | środa, 04 Luty 2009 - 16:38
Kategoria: Zwykłe wpisy

Kryzys kryzysa kryzysem pogania, wiec i ja nie będę poganiał, tylko przekaże Wam dobrą nowinę. Jak już Was ten kryzys mocno przyciśnie, to idźcie do kiosku. Nie! wiem, że w gazetach też cały czas trąbią o katastrofie gospodarczej i człowieka to przygnębia. Proponuję kupić jakieś dwa dzienniki z dołączonymi do nich w bonusie płytami z filmami. Gazety najlepiej od razu wyrzucić, filmy obejrzeć (jeśli się ich jeszcze nie widziało), a potem powspominać czasy, kiedy człowieka nie było stać na dwie gazety, a płyty dodawano tylko w cenie „bonusowej”.

Ci, którzy filmy zdążyli obejrzeć wcześniej, mają jeszcze lepiej. Niech wspomną czasy, kiedy na filmy w TV czekało się latami, nie było ich stać na kino, cyfrę, ani na szybkie łącze internetowe, a płyty CD (nawet czyste) kosztowały 20 złotych.

Nie jest źle.

Nie?

 

 

Autor: A.Mason | poniedziałek, 02 Luty 2009 - 1:32

Ponieważ mój blog, w przeciwieństwie do fotobloga, nie wykazuje większej aktywności, postanowiłem nieco go wskrzesić. Najlepszym rozwiązaniem wydawało mi się połączeniu obu blo- i foto-, jednak po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że na fotoblogu przybywa mi za dużo zdjęć. Oznacza to, że blog zostałby zawalony fotografiami, a zupełnie uciekłaby treść. Dlatego zdecydowałem, że utworzę na blogu osobną kategorię, która nie będzie widoczna na stronie głównej (czyli będzie funkcjonować jako swego rodzaju pod-blog) i będę w niej informował o najciekawszych moich zdjęciach.

Mam nadzieję, że wybaczycie mi to literacko-publicystyczne lenistwo.

Ów nowy dział, to Fotografie

 

Autor: A.Mason | niedziela, 28 Wrzesień 2008 - 20:18
Kategoria: Fantastyka

okladka

W ósmym numerze z 2008 roku "Nowej Fantastyki" największe kontrowersje i odzew wzbudził felieton Jarka Grzędowicza, a gdzieś obok niego przemknął zupełnie niezauważony tekst Marcina Przybyłka pt. "Poczucie winy". Co ciekawe, oba felietony wpisują się w dyskusję na temat tego, jaka powinna być literatura, tyle że Przybyłek głosi pozornie mniej kontrowersyjne poglądy.

Zacznę od końca Przybyłka (hej, tylko bez skojarzeń mi tu!), a mianowicie słów "Więc po raz ostatni: dość poczucia winy. Nauka może być, ale nie musi". Jest to teza, z którą zgadzam się bez kontekstu, a w kontekście felietonu – sprzeciwiam się jej do imentu. Dlaczego? Ponieważ Przybyłek pisze przede wszystkim o fantastyce naukowej (science-fiction), która moim zdaniem bez nauki nie ma prawa się obyć (nazwa w końcu do czegoś przecież zobowiązuje).

Jednak kiedy zacząłem zastanawiać się ile science jest w fiction, paradoksalnie doszedłem do dwóch skrajnych wniosków. Pomyślałem sobie, że każdy element naszego życia opisany jest jakąś nauką, od wpadającej do głowy jako pierwszej, kiedy mówimy o science-fiction – fizyki, przez matematykę, biologię, chemię, kulturę fizyczną… (a przepraszam, przypomniał mi sie plan zajęć z podstawówki). Można też przecież w powieściach i opowiadaniach znaleźć takie nauki jak psychologia, socjologia, a nawet sztuka i inne dziedziny humanistyczne.

Z drugiej strony, zacząłem się zastanawiać, ile rzeczywiście jest nauki w tych samych książkach, o których pomyślałem wyżej. Czy można nazwać powieścią science-fiction książkę, która jest zgodna ze stanem wiedzy jaką obecnie posiadamy, ale nie odwołuje się do niego bezpośrednio. Czym różni się statek kosmiczny wędrujący od gwiazdy do gwiazdy, w który przywali meteoryt, od samochodu osobowego, tudzież ciężarowego, który złapie gumę? W końcu i tu, i tu musi się znaleźć ktoś, kto wyjdzie na zewnątrz pojazdu i go naprawi. Gdzie tu w sf miejsce na naukę różniącą się od powieści realistycznej, skoro całość odbywać się będzie w pewnej opisanej (naukowo) rzeczywistości? A co z fantasy? Czyżby różnica była tylko w scenografii czy nauce? S-f = (astro)fizyka, fantasy = historia?

Oczywiście powyższy mój wywód zmierza w kierunku zdefiniowania tego, co dotąd nie zostało jeszcze zdefiniowane, a czego prób zdefiniowania ja się nie podejmę, pozostając jedynie przy kilku pytaniach.

Przybyłek w swoim felietonie postuluje jeszcze: «Czytelnicy gnieceni poczuciem winy, że czytacie coś "nienaukowego": zrzućcie je!». Z takim postulatem nie zgodzić się nie mogę, bo uważam, że każdy powinien czytać to, co lubi i chce, bez żadnego niż wewnętrzny przymus.

Skąd więc biorą się chęci zdeprecjonowania czytelników literatury nienaukowej i wzbudzenia w nich poczucia winy, że są gorsi? Wydaje mi się, że oprócz chęci dowartościowania się przez krytykantów, jest to związane po prostu ze złym rozumieniem tego, do czego powinna służyć literatura – rozrywce i nauce. Oczywiście, jeśli mam szeregować, to jako najbardziej wartościową najpierw wybrałbym literaturę łączącą naukę i rozrywkę, następnie służącą tylko li nauce i służącą rozrywce, na samym końcu – literaturę nie służącą niczemu i taką, która źle realizuje wcześniej przeze mnie wymienione cele.

Czy na podstawie książek jakie czytają można wartościować czytelników?

Tak…

No co? Zdziwieni takim stwierdzeniem? Jeżeli ktoś jako jedyną przyswajalną (podkreślam, żeby nie było…), przyjmuje literaturę tylko rozrywkową, odrzucając zupełnie tą zwaną potocznie "trudniejszą", to znaczy, że coś z nim jest nie tak. Albo próbuje zupełnie uciec od życia, albo nie starcza mu inteligencji, ewentualnie jedno i drugie. Najczęściej oznacza to cofanie się w rozwoju, a tego to już powinno się wstydzić…

Dlatego parafrazując Przybyłka:

Czytelnicy gnieceni poczuciem winy, że czytacie coś "bezwartościowego": zrzućcie je!, zacznijcie czytać także rzeczy bardziej wartościowe… niekoniecznie fantastykę…

 

 

Autor: A.Mason | sobota, 27 Wrzesień 2008 - 14:30
Kategoria: Zwykłe wpisy

No i czas na odgrzewany kotlet, czyli wiersz napisany przeze mnie jakieś 7 lat temu. Myślałem, że stracił aktualność, a tu nie, od czasu do czasu problem lustracji powraca i wypływa na świat…

 

Horror o tym, jak kible zjadają świat

czyli fraszka na lustrację

 

Kibel tu, kibel tam.

W domu także kibel mam.

Boję się, że dnia pewnego,

Wyjdzie z niego coś strasznego.

 

Wyjdzie z mojej ubikacji,

Straszny pan z "Kanalizacji",

Po czym rzecze: "Do wakacji,

Pan obiektem jest lustracji…"

 

 

Autor: A.Mason | piątek, 19 Wrzesień 2008 - 3:02
Kategoria: Para-Nauka

Któż z nas nie marzył o tym, by móc podróżować w czasie? Udać się w przyszłość, a następnie wrócić?

Iluż z nas jeszcze wierzy w możliwość takich podróży?

Ja wierzę.

Wy nie?

Ja tak, a Eurekę odkryłem wczoraj wieczorem, w czasie przechadzki po Wrocławiu.

Najśmieszniejsze, że fakt istnienia podróżników w czasie wcale nie jest przed nami ukrywany. Powiedziałbym nawet, że jest wręcz przeciwnie – dowody możemy znaleźć "na ulicy", ale oczywiście nikt z nas nigdy się nie zastanowił nad tym… Najciemniej pod latarnią.

Pomyślcie trochę, rozejrzyjcie się…

Spójrzcie na powstające osiedle albo większy budynek w dużym mieście…

Dalej nic?

Nic a nic?

Nie domyślacie się?

Bo źle patrzycie. Zerknijcie nie na samą budowę czy robotników, ale na billboardy przed nimi…

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jak można sfotografować obiekt, który jeszcze nie powstał?

Czy to, że na owych billboardach widnieją zdjęcia budynków, które jeszcze nie powstały, można wyjaśnić inaczej niż tym, że ktoś przeniósł się w przyszłość, sfotografował je i wrócił?

 

 

Autor: A.Mason | czwartek, 11 Wrzesień 2008 - 5:54
Kategoria: Fantastyka

Trafiłem dziś na wywiad przeprowadzony przez czasopismo "Play" z Andrzejem Sapkowskim i oczom mym ukazał się las… Las literek. Część z nich wyglądała tak:

Książka i gra to zupełnie różne media. Przy całym szacunku dla postępu, zwłaszcza w branży komputerowej, książka się nie zmieni i zmienić nie może, zawsze będzie taka sama, jak była za Gutenberga. Fabuła książki musi być zwarta i konsekwentna, intryga musi – przez cały czas – zmierzać i prowadzić do jedynego słusznego zakończenia, jedynego możliwego finału. Tu absolutnie nie ma miejsca na jakąkolwiek interaktywność, jest ona nie do pomyślenia.

Czy aby na pewno? Jedyne możliwe zakończenie "Wiedźmina" (książki) okazuje się wcale nie jedynym możliwym finałem. Że jest zakończeniem otwartym dowodzą choćby prośby czytelników o kontynuację. Heh.

Wydaje mi się, że w literaturze można znaleźć wiele książek, które mają otwarte zakończenia, a można znaleźć i takie, których zakończenie było przez autora zmieniane ("Limes Inferior" Zajdla). Jak więc tutaj mówić o jedynym słusznym zakończeniu?

A brak interaktywności? Czy na pewno jest nie do pomyślenia? Kilkanaście lat temu dosyć popularna była seria "Wehikuł Czasu" – cykl książek, w których czytelnik miał wpływ na losy bohaterów. Po każdym mini rozdziale było pytanie o wybór z kilku możliwych działań bohatera i w zależności od tej decyzji czytelnik przeskakiwał na różne strony.

Oczywiście książeczki te były jak Windows – można się było na nich "zapętlić", treść często zostawiała sporo do życzenia, ale jednak istniały i wcale nietrudno wyobrazić sobie ich doskonalsze wersje pozbawione "bugów".

Andrzej Sapkowski więc albo nie zna, albo po prostu zignorował ten kawałek historii literatury…

 

Autor: A.Mason | wtorek, 02 Wrzesień 2008 - 2:14
Kategoria: Zwykłe wpisy

Oj, dziwny to czas dla mnie. Zupełnie odrzuciło mnie od pisania o czymkolwiek i chyba wszedłem już w wiek średni, kiedy to jest się za starym, żeby pisać o głupotach i marzyć o byciu dobrym publicystą. Wiek średni, czyli ten przed starym – wiek, w którym woli się korzystać z życia, a wszelkie mądrości objawiać później.

Pewnie zacznę znów pisać dopiero wtedy, kiedy już nie będę miał nic innego do roboty, heh.

W sumie to jednak czasem korci, żeby wziąć do ręki klawisze i porozrzucać je po edytorze tekstu. Na razie się mocno opieram, ale nie wiem jak długo. Co prawda nikt tu regularnie nie zagląda, bo i nie ma po co, ale od czasu do czasu trafiają się jakieś zabłąkane duszyczki, dla których trzeba by chociaż raz na jakiś czas coś skrobnąć, żeby nie myśleli, że umarłem.

Żyję, i mam się nawet dobrze. Napisałbym, że nawet bardzo dobrze, gdyby nie to, że złego lepiej nie wywoływać z lasu, więc nie napiszę.

A co dobrego jeszcze? Pewnie to, że pojawił się w końcu (po sześciu latach od powstania idei, niestety opóźnienie przede wszystkim z mojej winy) zbiór opowiadań, z których część miałem okazję tłumaczyć. Mam nadzieję, że nie zostanę obity za to, i że zbiór spotka się z przychylnym przyjęciem przez polskich czytelników. Moim zdaniem warto go przeczytać, żeby mieć jakiś pogląd i przekrój tego, co lubią inne narody. A poziom opowiadań ocenią już czytelnicy.

Miłej lektury.