Autor: A.Mason | poniedziałek, 26 marca 2007 - 23:50
Kategoria: Publicystyka

No i nie da się nie pochwalić. I to nawet w dwójnasób. Pochwalić muszę się i kogoś… Zaczniemy oczywiście od pochwalenia samego siebie, no bo co kurcze, inni mogą zaczekać, a ja nie słynę z cierpliwości… Z upierdliwości tak, ale z cierpliwości to na pewno nie.

No to jak, mam się chwalić, czy nie? Nie, to nie. Nie chcecie, to nie czytajcie. I tak wiecie, że nie wytrzymam i pochwalę się, a co!

Swego czasu na forum Fahrenheita rozgorzała bardzo burzliwa dyskusja na temat tego, czy Lema powinno się czytać. Zaczęło się od tego, że Emil ’Rheged’ Strzeszewski nieopatrznie przyznał się, że Lema nie czytał i nie przeczyta. No to ja kułakiem go w brzuch, żeby nie heretykował. Delikatny byłem… Naprawdę! Ale pech chciał, że jak to nawet w najlepszych forumach bywa, doszło do wirtualnego ukamienowania. Nawrzucano Rhegedowi do ogródka nie tylko kamieni, ale cegłówek. Znalazł się też jeden Gal, co to obeliskiem chciał mu przyp… przepraszam, przywalić. Na szczęście chybił i naczelny Creatio Fantastica przeżył. Pozbierał zęby z ziemi, bo dentyści w dzisiejszych czasach drogo się cenią. Zęby pod poduszkę wsadził, żeby mu się w nocy w pieniądze zmieniły na tego dentystę, ale jakoś go to do Lema nie przekonało.

Jak mi o tym powiedział na gg, to w pierwszej chwili złapałem za obelisk, co to leżał porzucony, ale jakoś no… trochę słabowity się okazałem i nie zdzierżyłem. Dobrze, że sobie tego kamyczka na nogę nie upuściłem. Co prawda trudno upuścić coś, czego się nie podniosło, ale… Z braku odpowiednich kamieni pod ręką, trzeba było zacząć Rhegedowi tłumaczyć, że Lem jest git. Wyciągnąłem największego kalibru działa i wyjaśniłem Emilowi, że u Lema nie tylko fantastyka, ale też humor, filozofia, kryminał a nawet miłość jest. Tak! wiem, trochę naciągnąłem fakty w tym ostatnim, ale dupę Clooneya w Solaris można było przecież oglądnąć, co niezbicie dowodzi faktu.

Myślicie, że to podziałało? A skąd! Twardogłowiec dalej okazał się oporny na przyswojenie aksjomatów. Ręce mi opadły i postanowiłem się obwiesić. Ale jako że zbliżał się nowy numer Fahrenheita, to musiałem się odrobinkę wstrzymać z przedsięwzięciem wywyższenia na stołek pod lampą i sznurkiem. Skoro już F trzeba mi było powiesić, to głupio, żebyśmy wisieli obaj. Postanowiłem napisać felieton pożegnalny, gdzie wyżaliłem się, dlaczego Lema młodzież nie chce w ogóle czytać.

I wiecie co? Zadziałało! Tadam! Rheged wziął się do czytania! A dowodem tego jest dział "Dyskusja" ostatniego, 9 numeru Creatio Fantastica, poświęcony tylko i wyłącznie tematowi Lema.
Cztery teksty, a w jednym z nich wspomnienie o mnie: "pojawił się człowiek, któremu w końcu udało się mnie podejść tak, że mimo „fobii antylemowskiej" poszedłem do sąsiada i zabrałem mu bez pytania Solaris. Ściśle rzecz biorąc, osobą tą był Mason z Fahrenheita…". Łezka się w oku kręci. Jest tego tam o mnie parę zdań więcej, ale nie będę odbierał wam przyjemności czytania, poza tym nie mogę się aż tak bezczelnie chwalić, żeby cytować cały akapit. Sam tekst może nie jest idealny, no, ale wspomina o mnie! Poza tym są tam, w Creatio, jeszcze dwa dłuższe eseje: Jacka Soboty i Sławomira Spasiewicza, stanowiące próbę analizy i interpretacji części twórczości Lema, oraz jeden króciutki felieton Andrzeja Miszczaka. Można czytać.

To miłe dowiedzieć, że było inspiracją dobrego przedsięwzięcia (to jest ta pochwała innych, o której wspominałem na początku, jakbyście nie zauwazli).

I niech mi teraz ktoś powie, że moje marudzenie nie przynosi żadnych efektów!

I niech mi nikt nie mówi, że to tylko dlatego, że ludzie chcą mieć mnie z głowy!

 

Tylko dlaczego Rheged jeszcze nie wie, że Fahrenheit jest teraz pod adresem www.fahrenheit.net.pl a nie eisp?

 

Autor: A.Mason | niedziela, 25 marca 2007 - 13:53
Kategoria: Publicystyka

desktopNo tak, człowiek kładzie się wieczorem spać w przeświadczeniu, że w nocy będzie zmiana czasu, więc sobie pośpi dłużej, a tymczasem keka! Nie dość, że w niedzielę! obudziłem się o 5 rano!, to jeszcze w okolicy dziewiątej zorientowałem się, że komputer sam, bez pytania zmienił czas!

Niby dobrze, bo dzień będę miał jednak dłuższy niż to mnie się wydawało o poranku, ale wkurza, że komputer próbuje myśleć za mnie. Tak samo telefon, we wszystkich swoich komórkach musiałem zmieniać opcje, bo moje telefony lepiej wiedziały co chcę napisać. Grrr!

Jest takie stare polskie powiedzenie „Jak chcesz, żeby coś zostało zrobione dobrze, to zrób to sam”… Gdzie ja bym dziś był, gdybym polegał na programistach? (Hej! To jest pytanie retoryczne, nie musicie na nie odpowiadać w komentarzach!)

Wydawałoby się, że tak zaawansowany i stale rozwijany mechanizm jak WordPress nie powinien mieć wad (nie mylić wad z błędami). Okazuje się jednak, że ma, jedną. Pozwala na modularyzację (pluginy i skórki). Pomimo, że sam mechanizm budowany jest przez fachowców, o tyle plugin i skórkę może zrobić każdy. Co to znaczy? A to, że jeśli twórca skórki coś zepsuje, to objawiać się będzie błędnym działaniem całego mechanizmu.

Na szczęście na WordPress pojawiają się tylko sprawdzone skiny i pluginy. Niestety, sprawdzone głównie przez anglojęzycznych userów, czyli o skórkach dostosowanych do polskich realiów można zapomnieć, albo próbować szukać rodzynków mulitilengłydżowych.

W ostateczności, tak jak ja, można zabawić się w programistę i przekodować oraz przerobić to, co jest be.

Oczywiście, można zrobić tak jak ja, jeśli ma się odrobinę wiedzy, oraz udostępnione źródła. Niestety w przypadku innych programów (php także jest swego rodzaju programem) oraz sprzętu elektronicznego nie zawsze mamy taką możliwość. W dodatku jeśli zepsujemy coś w kodzie, zawsze możemy przywrócić zmiany (o ile zachowaliśmy źródła). Ze sprzętem sprawa ma się znacznie gorzej – jeden błąd może uszkodzić cały układ… I co wtedy?

Podziwiam ludzi takich jak Adam Cebula, którzy mają ogromną i wszechstronną wiedzę, jednak nawet oni przestają nadążać za tym wszystkim. Dwieście, czy trzysta lat temu ich inteligencja wystarczyłaby do „ogarnięcia świata”; dziś – zaledwie tylko jego części. I nie chodzi tu nawet o ukrywanie wiedzy przez ich właścicieli (niedostępne źródła, patenty), a o jej nadmiarowość, komplikację i, paradoksalnie, łatwość dostępu.

Jeśli ktoś chce posiąść wiedzę na dowolny temat, wystarczy, żeby udał się do biblioteki albo, co jest jeszcze prostsze, wyszukał ją w internecie. W przeszłości nie było takich możliwości, książek-poradników praktycznie nie było, albo były trudnodostępne, jedynym źródłem wiedzy była obserwacja, próby i błędy, oraz drugi człowiek.

Życie było prostsze i jeśli ktoś miał to w charakterze oraz zadał sobie odrobinę trudu i zdobył doświadczenie, to naprawdę nietrudno było mu zostać mędrcem. Wystarczy spojrzeć na Biblię. Co prawda pisana w zupełnie innym celu i może nie jest idealnym przykładem, ale jeśli potraktujemy ją jak poradnik „Jak żyć dobrze” , to rzeczywiście cennych (nazwijmy to – naukowych) porad, nie będzie tam zbyt wiele. A spójrzmy na jakikolwiek poradnik w rodzaju „Jak uwieść mężczyznę”… Zwykle napisany nie dłużej niż w trzy lata, a grubością wiele od Biblii nie odbiegający (no, fakt trochę przesadziłem).

Z pewnością, komplikacja życia jest w sporej części pozorna, ale jednak. Odpowiedzialne za to są elektronizacja, komputeryzacja, telefonizacja itp. Żeby móc telefonować, trzeba nauczyć się wciskać kilka przycisków. Banał, ale już wysłanie/odczytanie smsa przestaje być takie proste. Włączyć telewizor także nietrudno, ale obsłużyć pilota (te wszystkie przyciski) ewentualnie zaprogramować kanały dla ludzi starszych jest rzeczą niemal niemożliwą. A wideo, dvd itp.? A komputer? Ohoho! To już jest wyższa szkoła jazdy.

 

czytaj dalej »

Autor: A.Mason | sobota, 24 marca 2007 - 18:05
Kategoria: Publicystyka

Po ostatnim wpisie w blogu napisał do mnie na gg Lafcadio:

blog w kieszeni, gg w kieszeni
faktycznie, mało kto dzisiaj korzysta telefonu do dzwonienia :D

I faktycznie, odkąd kupiłem sobie nową Nokię, aby móc się łączyć z internetem, chyba jedynym, do czego mi ona nie służy, to dzwonienie! bo od tego mam starą Motorolę…

Oto do czego służy mi telefon (kolejność nieprzypadkowa):

  1. Komunikator gg/tlen/jabber/icq;
  2. Przeglądanie stron www (podkreślam – www, a nie wap);
  3. Program pocztowy;
  4. Odtwarzacz muzyki mp3;
  5. Aparat fotograficzny;
  6. Automat do gier;
  7. Kamera wideo;
  8. Odtwarzacz filmików avi/mp4/3gp;
  9. Dyktafon;
  10. Telefon.

Jeszcze dwadzieścia lat temu takie możliwości były czystą fantastyką, dziś marzenia stały się rzeczywistością.
Co dalej? Czyje prognozy się sprawdzą?
Lema, Dicka, Zajdla, a może jednak Orwella, albo Swifta? :-O

Autor: A.Mason | sobota, 24 marca 2007 - 17:28
Kategoria: Publicystyka

Nie mogłem się powstrzmać i musiałem sprawdzić, jak będzie wyglądać wpis zrobiony z komórki…
No i jest git, będę miał bloga w kieszeni!

Autor: A.Mason | piątek, 23 marca 2007 - 16:16
Kategoria: Publicystyka

Ot, i w końcu się doigrałem – postanowiłem sprawdzić na własnej skórze, jak działa taki blog.
Ciekawe, jak długo będzie mi się chciało go ciągnąć?
No nic, zobaczymy.
W każdym razie wypada przywitać się…
…Witaj mój nowy blogu :-)