Autor: A.Mason | poniedziałek, 02 lipca 2007 - 12:02
Kategoria: Publicystyka

DSCF0840a.JPGNiestety, ale w czasie ostatnich Dni Fantastyki we Wrocławiu miał miejsce incydent, który trudno nazwać małym.

Jeden ze znanych działaczy fantastycznych zachował się tak, że po prostu słów brak na opisanie (wystarczy spojrzeć na zdjęcia). O co tak naprawdę poszło, nietrudno się domyślić. Przykro, że takie zdarzenia mogą się dziać wśród kulturalnych (a takimi dotąd wydawali się konwentowicze) ludzi.DSCF0844b.JPG Takie zachowanie nie przystoi nikomu, a już szczególnie nie człowiekowi, który od wielu lat działa w światku fantastycznyma, już na pewno nie, jeśli dochodzi do obrażeń cielesnych. Ponieważ pokrzywdzony – Jakub Ćwiek, umył ręce od całej sprawy, nie czuję się upoważniony do wskazywania kim jest sprawca. Chociaż jestem pewien, że wszyscy i tak niedługo się dowiedzą.

 

Oczywiście powyższy tekst to żart i prowokacja. Wrzuciłem go na trzy fora internetowe. Mam nadzieję, że wybaczycie mi to, a ci z Was, którzy weszli tutaj właśnie z tych for, powstrzymają się przed komentowaniem na nich (ewentualnie będą komentowali tak, aby przygodny czytelnik nie mógł się zorientować, że cały tekst to tylko podpucha). Będę wdzięczny jeśli inne komentarze wrzucicie tutaj.

 

W jakich okolicznościach zrobiłem te zdjęcia? Pstryknąłem je we Wrocławiu w czasie ostatnich Dni Fantastyki podczas spektaklu teatralnego odegranego przez grupę Słudzy Metatrona – z sekcji teatralnej Śląskiego Klubu Fantastyki.

DSCF0801a.JPG

Idąc na spektakl spodziewałem się kolejnego „szkolnego” przedstawienia, z aktorami grającymi jak słupy telegraficzne i dykcją niczym siorbiący zupę starzec, który odłożył na bok sztuczną szczękę. Z takimi obawami powinienem był zawrócić, jednak miałem jednak nadzieję poćwiczyć robienie zdjęć w trudnych warunkach oświetleniowych, a do tego nie trzeba mi wspaniałej gry aktorskiej.

Pierwszym zaskoczeniem była widownia – dopisała. Była jedną z największych, jakie miałem okazję oglądać na tegorocznych Dniach Fantastyki. Ergo – Teatr żyje! :-)

To, co mnie zaskoczyło znacznie bardziej, to tytuł pierwszego przestawienia – „Towarzysz Podróży”, które jest adaptacją tekstu Janusza Zajdla.

DSCF0796a.JPG

Co mogę powiedzieć jako laik o tym spektaklu? Z pewnością będę bardziej krytyczny w stosunku pierwszej scenki, ponieważ jak wiadomo proza Janusza Zajdla jest jedną z moich najulubieńszych. Ale ad rem. Na scenie pojawiało się tylko dwóch aktorów – Arek Sroka w roli Roberta Melisa, inżyniera-kosmika, oraz Michał Cholewa w roli Jerzego Ferenca, magistra fizyki. Obaj grali nieźle, oglądało i słuchało się ich z przyjemnością, choć mam pewne zastrzeżenie. Wydaje mi się, że Arek Sroka zagrał odrobinę zbyt manierycznie. Nie do końca przekonał mnie jako inżynier-kosmik, był momentami trochę zbyt… flegmatyczny, powolny. Od zajdlowego inżyniera (przynajmniej tego, którego obraz wytworzył się w mojej głowie w trakcie czytania jego tekstów) wymagałbym nieco żywszych reakcji. Na szczęście to tylko drobiazg, nie przeszkadzający w odbiorze scen podróży (i jej kresu) dwójki nieco zwariowanych naukowców.

Z uwag niebezpośrednio dotykających tego, co się działo na scenie – zastanawiam się, czy konieczna była narracja (nota bene Arek Sroka jako narrator spisał się bardzo dobrze), moim zdaniem aktorzy spokojnie mogliby jej treść przekazać za pomocą gry.

Najwięcej wątpliwości mam jednak do zakończenia. W porównaniu z tekstem Zajdla zostało zmienione i choć jego przekaz został ciekawy, cały spektakl kończy się tak, jakby „nagle zgasło światło i pojawiły się napisy końcowe”. Nie jestem w stanie powiedzieć, skąd wzięło się to moje wrażenie. i w czym tkwi problem. Może winny jest scenariusz zakończenia (treść), a może zostało ono odegrane zbyt szybko? A może to tylko moje chciejstwo, przebijające się z powodu znajomości lektury? Odpowiedzieć na to pytanie może chyba tylko konfrontacja z obserwacjami innych widzów, a na tą niestety nie miałem już czasu.

DSCF0826a.JPG
Drugi spektakl – „Córeczka tatusia” na podstawie noweli z komiksu „Girlsy, gorzała i giwery” części cyklu „Sin City” Franka Millera – oglądałem już bez obciążenia znajomością źródła. Mogłem więc oddać się beztroskiemu kontemplowaniu (i fotografowaniu) przedstawienia.

A muszę przyznać, że było co oglądać. Nie dość, że scenariusz świetny, doskonałe jak na tak spartańskie warunki, efekty specjalne (strzały z pistoletu; krew z koncentratu z barszczu, co widać na fotkach, sprawdziła się idealnie), wszystko to uzupełnione o naprawdę niezła gra aktorską – Aleksandra Rudzinska i Jakub Ćwiek sprawdzili się wyśmienicie, a Piotr Cholewa zagrał chyba samego siebie ;-)

Cóż więcej dodać? Chyba tylko to, że jeśli będę na jakimś konwencie wybierać pomiędzy zwykłą prelekcją a spektaklem Sług Metatrona, bez wahania wybiorę to drugie… Oczywiście pod warunkiem, że będzie to inna inscenizacja ;-)

 

DSCF0846a.JPG

Tutaj możecie znaleźć pełną fotorelację w wyższej rozdzielczości ze spektaklu. W niedługim czasie pojawi się też mini fotorelacja z Dni Fantastyki, ale o tym powiadomię na blogu i forumach.

Za słabą jakość fot przepraszam – nowy aparat, zanim go poznam i nauczę się obsługiwać minie jeszcze trochę czasu…

 

 

Komentarze są własnością ich autorów.
Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.
W przypadku zauważenia jakiegoś uchybienia,
prosimy o kontakt z administratorami strony.
Możesz śledzić odpowiedzi do tego wpisu poprzez kanał RSS 2.0.
Możesz przeskoczyć na koniec strony i napisać odpowiedź.

6 komentarzy

poniedziałek, 02 lipca 2007 @ 12:40

Dżizas, Mason, prowoku, pojechałeś po bandzie :D Przez moment naprawdę złapałem ciśnienie, a pamięć podsuwała te i owe cytaty z wątku o Nautilusie… Dodałem sobie dwa do dwóch i wyszło ochnaście, jak widać. Powinieneś się zająć zawodowo kreowaniem faktów medialnych, niech się chowa Rabczewska :DDD
A sama relacja… no, jak już mi adrenalina spadła, to i efekt nie ten sam. Ech.

Napisany przez taki jeden tetrix
poniedziałek, 02 lipca 2007 @ 12:56

No cooo? Kiedy zobaczyłem na ekranie komputera swoje fotki, a w dodatku przypomniałem sobie żarty na ich temat, nie mogłem się już powstrzymać 8-)
Na dodatek od jakiegoś już czasu rozmyślam nad dłuższym wpisem właśnie na temat prawdy i zaufania do mediów. Ostatnimi dniami pobudziły mnie książka Pedro Meyera „Prawda i rzeczywistość w fotografii”, prelekcja Adama Cebuli na Dniach Fantastyki oraz afera przy okazji Grand Press Photo z fotografią Piotra Kórnickiego.

Jesli o relację chodzi – to rozumiem przekaz Twojego komentarza. Popełniłem podstawowy błąd, napisałem ją nie do końca wiedząc dla kogo piszę – dla tych, którzy nie oglądali, czy dla tych, którzy ogladali spektakl. Wyszedł trochę misz-masz :-(

Napisany przez A.Mason
poniedziałek, 02 lipca 2007 @ 13:18

Wiesz, czytałem to: http://www.amazon.com/First-Casualty-Correspondent-Myth-Maker-Crimea/dp/080186951X (nie, nie ma polskiego wydania :D ), nieco dziennikarskich wspomnień, i w sumie powinienem być odporny, ale te fotki (szczególnie środkowa na FF) i Twoje wprowadzenie wystarczyłyby, żeby pchnąć krzyżowców do Ziemi Świętej :DDD

Napisany przez taki jeden tetrix
poniedziałek, 02 lipca 2007 @ 14:59

Tja, wiadomym jest, że Masony spiski i machinacje przeróżne we krwi mają, więc taka jatka to dla nich pikuś ;-P

Napisany przez Cień Lenia
poniedziałek, 02 lipca 2007 @ 18:26

Oooo, są zdjęcia. :DDDD Bo nic nie poradzę, jak sobie tę scenę przypomnę, to mi się robi wielki wyszczerz. :DDDDDDDDD Abstrahując od spisków i machinacji.

Napisany przez Nita_Callahan
środa, 15 sierpnia 2007 @ 18:26

No to Mason gratulejszyn. Wyprowadziłeś mnie w pole ostro. Żeby nie niezdrowa ciekawość i chęć weryfikacji wiadomości, nie kliknąłbym na „czytaj dalej” i pewnie byłbym święcie przekonany, że ktoś zlał Ćwieka ;)

Jako dziennikarz – podziwiam za umiejętność robienia ludzi z balona (dziennikarz nie może tego wykorzystywać, ale musi wiedzieć, jak to się robi, ot taki idealistyczny postulat mój) ;D

Napisany przez Rheged
Odpowiedz